Dopasowywanie siebie do wzajemnych
oczekiwań
Nikt nie lubi rozczarowań. Gdy, na przykład,
wybieramy się w podróż pociągiem, spodziewamy się usiąść
w wygodnym fotelu, w czystym wagonie i do tego, w towarzystwie miłych współpasażerów.
Zamiast tego mamy hałaśliwe towarzystwo a wagan dawno nie był
sprzątany. Ta podróż nie pozostawiła na nas dobrego wrażenia.
Na drugi raz, wybierzemy chyba inny środek transportu, albo inny skład
pociągu, aby nie doznać kolejnego rozczarowania.
Tu jednak chodzi o sprawę dużo poważniejszą
niż podróż pociągiem. Jeszcze przed ślubem zastanawialiśmy
się nad tym, jak będzie wyglądać nasze małżeństwo
– a to jak wygląda w rzeczywistości, jest często powodem wielu
rozczarowań. Szczególnie bolesne są te, które związane sią
z naszymi słodkimi marzeniami budowania szczęśliwego domu
rodzinnego. Dlatego nie dziwmy się, że jednym z najczęstszych
powodów prowadzących do rozwodu, są właśnie rozczarowania.
Uważam, że bardzo ważne jest to, z jakimi oczekiwaniami wchodzimy
na wspólną drogę naszego życia, z jakimi nastawieniami
rozpoczynamy naszą małżeńską podróż. Pamiętajmy,
że wiele marzeń pozostanie nadal w sferze marzeń, a jeśli
zamienimy je na konieczne do spełnienia oczekiwania, możemy zmarnować
wiele okazji do przeżywania radości i zadowolenia z tego, czym Bóg
nas łaskawie obdarował.
Każdy z nas ma prawo do marzeń, do planów na
resztę swego życia. Dlatego zakochani na długo przed ślubem
rozmawiają ze sobą o tym tak często, wspólnie rysują szczęśliwe
plany dla przyszłego małżeństwa. W tych rozmowach wszystko
wydaje się możliwe do zrealizowania i jest takie piękne, gdyż
oparte na wzajemnej miłości. Nic nie zapowiada konfliktów w przyszłości,
dlaczego więc, nieraz już w krótkim czasie po ślubie dochodzi do
sprzeczek na temat tego, co mi się należy. Najczęstszym
argumentem jest zarzut nie spełniania podstawowych obowiazków przez małżonka.
Dzieje się dlatego, że wcześniejsze marzenia, po ślubie stają
się wymaganiami, których realizacji domagamy się za wszelką cenę.
Warto jest porozmawiać o tym, jak wyglądają
nasze przedmałżeńskie „marzenia” i jak je później
realizować, by być pewnym, że nasz związek bedzie trwały
i przetrwa każdą burzę i każde doświadczenie.
To, co wnosimy do naszego wspólnego życia jako
wzajemne oczekiwania zostaje ukształtowane dużo wcześniej przez różne
czyniki. Najsilniejsze wrażenia, jakie mają wpływ na nasze
oczekiwania wywodzą się z najbliższego nam środowiska, czyli
z rodziny w jakiej wychowywaliśmy się. To, jak odnosili się do
siebie nasi rodzice, miało wielkie znaczenie, gdyż kształtowały
nasza podświadomość, a to znaczy, że nasze późniejsze
zachowania będą od nas niezależne.
Kolejnym czynnikiem kształtującym nasz charakter
jest to, czym karmiliśmy swą duszę, jakie książki,
filmy, świadectwa innych ludzi miały na nas wpływ. W końcu
mieliśmy prawo gdzieś się uczyć, poznawać to, czego można
spodziewać się od życia. Wielki wpływ na nasze cechy osobowościowe
miała z pewnością Biblia, to z jakim nastawieniem ją czytaliśmy,
ile z niej przenieśliśmy do swojego życia.
Celem tego opracowania nie jest przedstawienie listy
oczekiwań, jakie mąż i żona wnoszą ze sobą do wspólnego
życia, lecz jak sobie radzić z tym problemem. Skoro rzeczą
normalną jest to, że mamy prawo do marzeń odnośnie swojego
życia, do naszego małżeństwa wnosimy cały bagaż różnych
oczekiwań. Ponieważ druga osoba w małżeństwie ma takie
same prawa, dlatego na tym wspólnym terenie ścierają się te różnice,
co z kolei, przy braku zrozumienia i chęci współdziałania, wywołuje
sytuacje konfliktowe. Niejednokrotnie, gdy brakuje umiejętności
radzenia sobie z tym naturalnym problemem, może dojść do rozpadu
małżeństwa, lub sprawić, że stanie się ono terenem
ciągłych konfliktów.
Największy problem odnośnie naszych oczekiwań
wobec drugiej osoby w małżenstwie stanowi nasze własne „JA”.
To przecież JA mam te oczekiwania, które musza być spełnione dla
naszego wspólnego dobra. Usprawiedliwiamy swoje podejście do tego
zagadnienia najczęściej tym, że uważamy iż mamy
absolutną rację. Dlatego
całą winą za brak porozumienia zrzucamy na tę drugą
osobę. To ona nie rozumie i nie chce spełnić moich oczekiwań.
U podłoża naszych wymagań aby nasze oczekiwania zostały spełnione
leży nasze „porozumienie” małżeńskie. Uważamy,
że warunki zostały określone, w czasie uroczystości zaślubin,
złożyliśmy wzajemne przyrzeczenie wypełniania zobowiązań
małżeńskich, i teraz po ślubie domagamy się ich
realizacji. W takim podejściu do siebie nie ma absolutnie miejsca na
intymność, romans i bezwarunkową miłość. Małżenstwo
staje się kontraktem, a małżonkowie stronami, które kontrolują
się nawzajem, czy druga strona spełnia warunki, na co przecież
wyraziła zgodę.
Problem polega nie na tym, aby właściwie
przedstawić swoje oczekiwania, lecz z jakim nastawieniem należy podejść
do drugiej osoby, która ma swoje oczekiwana wobec nas. Pamiętajmy, że
zawsze ważniejsza jest osoba, a nie to jakie mam oczekiwania.
Napisano wiele książek, zorganizowano wiele
seminariów dla małżeństw na temat rozpoznawania oczekiwań
swego współmałżonka. Można mieć encyklopedyczną
wiedzę na tem temat i to wcale nie pomoże w budowaniu trwałej więzi
małżeńskiej. Małżonkowie mogą dojść do
ustalenia w jaki sposób będą siebie wzajemnie traktować w
zakresie spełniania małżeńskich oczekiwań. Takie podejście
może jedynie przekształcić małżeństwo w szanujace
się wzajemnie współistnienie, lecz nigdy nie stworzy warunków do
romantycznego okazywani bezwarunkowej miłości. Małżeństwo
nie zostało przewidziane przez Boga, jego twórcę, aby opierało
się na kontrakcie. Bóg, który jest miłością, stworzył
człowieka do miłości i ze zdolnością do obdarzania
drugiej osoby bezwarunkową miłością. Dlatego małżeństwo,
według Bożego planu jest i powinno zawsze być środowiskiem
praktykowania tego rodzaju miłości. Jeśli małżeństwo
opiera się na konieczności przestrzegania ustalonych warunków, nie może
rozwijać się w oparciu o miłość Bożego rodzaju.
Podstawowa nauka biblijna na temat wzajemnego traktowania
się w małżeństwie znajduje się w Liście Pawła
do Efezjan, w rozdziale 5. Czytamy tam w wierszach 21, 22 i 25 -
"ulegając
jedni drugim w bojaźni Chrystusowej. Żony, bądźcie uległe
mężom swoim jak Panu, .... Mężowie, miłujcie żony
swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań
samego siebie"
Spełnianie oczekiwań drugiej osoby nie może
wypływać z obowiązku, jaki ktoś na siebie nałożył,
ze względu na podpisany kontrakt. Jedyną i właściwą
postawą, jest ULEGŁOŚĆ. Nie wszyscy lubią to słowo,
nie wszyscy rozumieją na czym ona polega i nigdy nie zrozumiemy, jeśli
nie postawimy w centrum tej prawdy Boga. Uległość wobec drugiej
osoby może wynikać jedynie ze względu na Boga. Użyte w tym
tekście wyrażenie „bojaźń” nie oznacza strachu
w tym potocznym znaczeniu lecz szacunek, cześć dla Boga ze względu
na to co On uczynił dla nas.
Warto po krótce przypomieć sobie co Bog dla nas
uczynił, za co wnniśmy okazywać mu tak szczególną cześć,
połączoną z obawą, że nie okażemy jej właściwie.
Przede wszystkim, On nas umiłował bezwarunkowo, kiedy byliśmy
jeszcze grzesznikami, On dał Swego Syna, aby umarł za nas. Bóg okazał
nam niekończącą się łaskę i zawsze nas przyjmuje,
gdy upadniemy i przychodzimy do Niego w pokucie. On nas kocha zawsze tak samo,
bez względu na nasze chwilowe zachowanie. Dlatego, mając na uwadze tak
ogromną miłość do nas, pragniemy okazać Mu jak największy
szacunek, gotowi upaść przed Nim, oddając Mu cześć.
Wyobraźmy sobie, że w naszej rozmowie z Bogiem
pytamy się, co moglibyśmy dla Niego uczynić ze względu na
ten wielki szacunek, ze względu na cześć, jaką pragniemy Mu
okazać. Bóg nam odpowiada w sposób jak najbardziej wyraźny – to co
chcesz uczynić dla Mnie, uczyń dla swojej żony, dla swego męża.
Z pewnością taka odpowiedź może w pierwszej chwili wywołać
wrażenie, że źle zrozumieliśmy siebie, bo przecież nie
możemy posądzać Boga, że On nas źle zrozumiał. Tak,
Bóg wyraźnie mówi, że jeśli chcesz okazać Mi szacunek, okaż
go wobec swojego współmałżonka.
Nasza uległość, żony wobec męża
jak i męża wobec żony, może być jedynie wynikiem
naszego szacunku, jaki mamy wobec Boga, ze względu na to co On uczynił
dla nas. Nie możemy okazywać uległości wobec małżonka
jako formy nagrodzenia za dobre wypełnianie
obowiązków. Najłatwiej jest ulegać wobec drugiej osoby dlatego,
że coś dobrego dla nas zrobiła lecz nie o taką uległość
chodzi w Bożym planie dla małżeństwa. Bóg oczekuje, a wręcz
wymaga od nas uległości wobec drugiej osoby ze względu na to co
On dla nas uczynił. Wówczas w centrum naszej małżeńskiej
relacji będę nie JA lecz Bóg.
Wiem, że w takiej sytuacji mogą pojawić się
różnego rodzaju obiekcje, obawy, że zostaniemy wykorzystani, że
nasz współmałżonek nie nauczy się przyjmować właściwej
postawy, dlatego wolimy raczej tę sytuację kontrolować, dla dobra
naszego małżeństwa. Niestety, taka postawa prowadzi wprost do
rozkładu relacji małżeńskich, nigdy nie przyczyni się
do ich budowania.
Nie można mówić o uległości, jeśli
nie ma się pełnego zaufania wobec Boga. On
wie o wszystkim i wszystko, włącznie z naszym małżeństwem,
jest pod Jego kontrolą. Pragnę tutaj odwołać się do
podstawowego tekstu biblijnego na temat uległości wobec Boga, która
prowadzi do pełnego zaufania. W Pierwszym liście Piotra, w rozdziale 5
czytamy w wierszach 6 i 7 –
"Ukórzcie
się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył
czasu swego. Wszelką troskę swoją złóżcie na niego,
gdyż On ma o was staranie".
Nikt i nic nie jest wstanie pomóc nam w budowaniu trwałgo
małżeństwa jak sam Bóg, który jest jego autorem. Bóg jest
wszechmogący w swoich możliwościach zaspokojenia naszych potrzeb.
W tym tekście czytaliśmy, że mamy złożyć na Niego
wszelką troskę swoją. Onacza to, że nic nie znajduje się
poza zasięgiem Bożego zainteresowania, aby nam pomóc. Jeśli Bóg
jest w centrum naszego małżeństwa, jeśli potrafimy ulegać
drugiej osobie, ze względu na to co Bóg uczynił dla nas, naturalnym
stanie się w naszych relacjach, że bedziemy siebie szanować, będziemy
pragnąć spełnienia najskrytszych marzeń kogoś, z kim
postanowiliśmy iść razem przez życie.
W naszym małżeństwie liczyć się
powinna osoba, a nie samo małżeństwo jako zwiazek, który pomaga
z tą osobą być razem. Pokochałem kiedyć osobę, która
stałą się moją żoną, nie interesowała mnie wówczas
sama kwestia, na czym polega małżeństwo. Ożeniłem się
dla osoby, aby móc być z nią przez resztę mego życia, a nie
żeby stworzyć związek małżeński. Małżeństwo
jest tylko środkiem służącym do realizowania wspaniałego
celu, jakim jest wielka Boża prawda, że z „dwojga, staje się
jedno”. Osiągnięcie tego celu możliwe jest jedynie w Tym, który
nas stworzył dla siebie, i nasza uległość wobec siebie jest
wspaniałą formą oddania czci naszemu Stwórcy.
Nawiązując do tematu tego opracowania jakim jest
„dopasowywanie siebie do wzajemnych oczekiwań” mogę wskazać
na jedyny skuteczny sposób, Boży sposób polegający na wzajemnej uległości
ze względu na Boga. Jeśli potrafię uniżyć się
przed Bogiem, aby każde marzenie i oczekiwanie mojej żony, mojego męża
spełniły się, z pewnością to sprawi, że nasz związek
będzie trwały.
Muszę również powiedzieć, że nie
wszystkie oczekiwania są tak ważne, aby na nich się koncentrować.
Są pewne marzenia, których spełnienia nigdy się nie doczekamy,
więc po co o nie „kruszyć kopie”.
Prawdziwa satysfakcja, zadowolenie nie polega na tym aby
mieć wszystko, czego pragnę, lecz aby umieć właściwie
korzystać z tego co mam.
Na zakończnie kilka praktycznych wskazówek:
Po pierwsze, muszę być pierwszy w wyznaniu, że chciałem
narzucić swoje oczekiwania, że moje JA było powodem niejednego
konfliktu w naszym małżeństwie. Nie można okazać
prawdziwej uległości wobec drugiej osoby nie uznając faktu,
że to ja jestem niedoskonały i potrzebuję wybaczenia. Tak, wiem
ze nikt nie jest bez winy, lecz niech ta drugo osoba sama uczyni z własnej
woli to, ca ja teraz pragnę uczynić - uniżyć się ze
względu na Pana.
Po drugie, muszę zadać sobie dwa pytania-
- Gdzie
jest źródło moich oczekiwań, czy kieruje się prawdziwą
troską o drugą osobę, o mego współmażonka, czy są
to tylko moje własne, egoistyczne zachcianki?
- Czy potrafię rozpoznać, które oczekiwania mogę
zakwalifikować do niespełnionych marzeń i odrzucić je na
zawsze?
Po trzecie, będę starać się zawsze pamiętać
o tym, aby zauważać każdy moment, gdy moj współmałżonek
zrobi coś, aby spełnić moje oczekiwania. Niech to będzie
szczególną formą nagrodzenia wyrażonego słowami, gestem,
czymkolwiek, co jednoznacznie bedzie odczytane, że to co zostało
zrobione jest przeze mnie docenione.
I tak przechodzimy do kolejnego tematu, mówić będziemy
o tym, jak uczyć się skutecznego porozumiewania się.
O tym wkrótce.
Henryk
Hukisz
Jeśli
masz jakiekolwiek zapytania, uwagi, napisz do mnie, chętnie z tobą
porozmawiam. Wystarczy kliknąć na " Kontakt"