[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]
WIECZNY CEL
Poprzednio była mowa o tym, że w celu prowadzenia normalnego chrześcijańskiego życia konieczne jest objawienie Boże, wiara i poświęcenie się. Nigdy jednak nie zrozumiemy, dlaczego te kroki są konieczne, jeśli nie będziemy jasno widzieli przed sobą celu, do którego te kroki prowadzą. Zanim więc będziemy w dalszym ciągu rozważać zagadnienia dotyczące wewnętrznych, duchowych doświadczeń, spójrzmy najpierw na wielki cel znajdujący się przed nami.
Jaki cel przyświecał Bogu w dziele stworzenia, a jaki w dziele odkupienia? Można na to pytanie odpowiedzieć dwoma zdaniami, z których jedno wzięte jest z pierwszej części tych ośmiu rozdziałów Listu do Rzymian, a drugie z drugiej części. Brzmią one następująco: "Chwała Boża" (Rzym.3,23), oraz "chwała dziatek Bożych"(Rzym.8,21 ).
W Rzym.3,23 czytamy: "Wszyscy zgrzeszyli, i nie dostaje im chwały Bożej". Bóg dla człowieka przewidział chwałę, lecz grzech zniweczył ten plan i spowodował, że człowiek nie osiągnął chwały Bożej. Gdy myślimy o grzechu, to instynktownie myślimy też i o karze, którą on za sobą pociąga; zawsze kojarzymy z myślą o nim myśl o potępieniu i piekle. Człowiek zawsze myśli o karze, która go spotka, gdy będzie grzeszył. Bóg natomiast zawsze myśli o tym, że człowiek utraci chwałę, jeśli zgrzeszy. Wynikiem grzechu jest więc utrata chwały Bożej, a owocem odkupienia jest to, iż znowu stajemy się godni tej chwały. Bóg w odkupieniu miał na celu chwałę, chwałę i jeszcze raz chwałę!
PIERWORODNY MIEDZY WIELU BRAĆMI
Ta myśl wprowadza nas, w dalszym ciągu naszych rozważań, do 8-go rozdziału Listu do Rzymian, w którym rozwinięta jest w wierszach 16-18, i jeszcze raz w wierszach 29 i 30. Paweł powiada: "Sam Duch poświadcza duchowi naszemu, żeśmy dziećmi Bożymi. A jeśli dziećmi, tedy i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, i współdziedzicami Chrystusa, jeżeli tylko z Nim cierpimy, abyśmy też z Nim i uwielbieni byli. Albowiem mniemam, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z tą chwałą, która się ma objawić w nas" (Rzym. 8, 16-18); a potem znowu: "Albowiem, których On przedtem poznał, tych też przeznaczył, aby byli podobni obrazowi Syna Jego, żeby On był pierworodny między wielu braćmi. A których przeznaczył, tych i powołał; a których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił" (Rzym.8,29.30). Cóż więc było celem Boga? To, aby Syn Jego Jezus Chrystus mógł być pierworodnym między wielu braćmi, którzy by byli Jemu podobni. A w jaki sposób Bóg zrealizował ten cel? "Których usprawiedliwił, tych i uwielbił." Widzimy więc, że celem Bożym w stworzeniu i odkupieniu było uczynienie Chrystusa Pierworodnym między wielu uwielbionymi synami. To na pierwszy rzut oka może wydawać się niezrozumiałe dla wielu z nas, przyjrzyjmy się więc tej sprawie nieco dokładniej.
W Ewangelii Jana 1,14 Słowo Boże uczy nas, iż Pan Jezus był jednorodzonym Synem Bożym: "A Słowo ciałem się stało, i mieszkało między nami (i widzieliśmy chwałę Jego, chwałę jako jednorodzonego od Ojca)". Użyte tutaj określenie "jednorodzony" uczy nas, że Bóg nie miał innego Syna poza Nim. Był On razem z Ojcem od wieczności. Dowiadujemy się jednakowoż, że Bóg nie zadowolił się tym, aby Chrystus pozostał jednorodzonym Synem; On pragnął uczynić Go Swym pierworodnym Synem. A w jaki sposób mógł jednorodzony Syn stać się pierworodnym? Odpowiedź jest oczywista: stanie się pierworodnym wtedy, gdy Ojciec będzie miał więcej dzieci. Jeśli masz tylko jednego syna, to jest on jedynakiem - jednorodzonym, ale z chwilą gdy urodzi się więcej dzieci, wówczas ten jednorodzony staje się najstarszym - pierworodnym.
Celem Bożym w stworzeniu i odkupieniu było posiadanie wielu dzieci. On chciał mieć nas, a bez nas nie czuł się zadowolony. Przed kilku laty odwiedziłem pana Jerzego Cutting'a, autora dobrze znanego traktatu "Radość i Pewność Zbawienia". Gdy znalazłem się przed obliczem tego świętobliwego starca - miał bowiem wówczas lat 93, wziął mnie za rękę i cichym, ale stanowczym głosem rzekł: "Bracie, czy wiesz o tym, że nie mogę obejść się bez Niego? I czy wiesz, że On nie może się obejść beze mnie?" Jakkolwiek rozmawiałem z nim przeszło godzinę, to jednak jego podeszły wiek i wielkie osłabienie nie pozwoliły na jakąś wyczerpującą dyskusję, ale pozostały na zawsze w mojej pamięci te dwa pytania: "Bracie, czy wiesz, że nie mogę obejść się bez Niego? I czy wiesz, że On nie może się obejść bezę mnie?"
Większość ludzi czytając historię syna marnotrawnego zwraca uwagę przede wszystkim na kłopoty, na które się naraził; myśl ich zajęta jest tym, jak przykre przeżywał chwile. Ale nie na tym polega główna myśl tej przypowieści. "Albowiem ten syn mój... zginął był i znalazł się" - oto sedno całej tej historii. Tu nie chodzi o to, co przecierpiał syn, lecz co utracił ojciec. On przede wszystkim cierpiał; On poniósł stratę. Gdy zginie owca, to czyją jest strata? Pasterza. Zginął pieniądz. Kto jest poszkodowany? Niewiasta. Zginął syn. Kto poniósł stratę? Ojciec. Oto czego nas uczy 15-ty rozdział Łukasza.
Pan Jezus był jednorodzonym Synem, i jako taki nie miał braci. Ale Ojciec posłał Swego Syna w tym celu, aby ten jednorodzony mógł się stać również pierworodnym i aby ten umiłowany Syn miał wielu braci. Oto suma Wcielenia i Krzyża; w tym również widzimy wypełnienie ostatecznego celu Bożego, gdyż On "wielu synów do chwały przywiódł" (Żyd.2,10).
W Rzymian 8,29 czytamy o "wielu braciach"; w Liście do Żydów 2,10 o "wielu synach". Z punktu widzenia Pana Jezusa są to "bracia"; z punktu widzenia Boga Ojca są to "synowie". Oba te słowa mówią o kimś dojrzałym. Bóg pragnie mieć w pełni dojrzałych synów, ale nie poprzestaje nawet i na tym. Nie chce On bowiem, aby Jego synowie mieszkali w jakiejś stodole, czy w garażu, albo na polu; On pragnie mieć ich w Swoim domu; On pragnie dzielić z nimi Swoją chwałę. Takie znaczenie ma Rzym. 8,30: "A których usprawiedliwił, tych i uwielbił". Synostwo - w całej pełni odpowiadające synostwu Jego Syna Jezusa Chrystusa - oto Boży cel dla Jego wielu synów. W jaki sposób mógł tego dokonać? Przez usprawiedliwienie, a następnie przez uwielbienie ich. Dlatego też w wszelkich poczynaniach z nimi, Bóg nigdy nie zadowoli się czymś mniej, jak tylko osiągnięciem tego celu. On postanowił dokonać tego, aby mieć tych synów, dojrzałych i odpowiedzialnych i aby mieć ich z Sobą w chwale.
Przygotował On całe Niebo, aby je zaludnić uwielbionymi synami. To było Jego celem w odkupieniu.
ZIARNO PSZENICZNE
Ale w jaki sposób mógł jednorodzony Syn Boży stać się pierworodnym? Metoda, którą zastosował Bóg, wyjaśniona jest w Jana 12,24: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeśliby ziarno pszeniczne wpadłszy do ziemi, nie obumarło, ono samo jedno zostaje; lecz jeśliby obumarło, obfity owoc przyniesie." Kto był tym ziarnem? Był nim Pan Jezus. W całym wszechświecie Bóg miał tylko jedno "ziarno pszeniczne"; innego ziarna nie posiadał. Bóg wrzucił Swoje jedyne ziarno pszeniczne do ziemi i umarło, a w zmartwychwstaniu to jednorodzone ziarno stało się pierworodnym ziarnem, gdyż z tego jednego wzrosło wiele ziaren.
Jeśli chodzi o Jego Bóstwo, Pan Jezus pozostaje na zawsze "jednorodzonym Synem Bożym." A jednak w pewnym sensie począwszy od zmartwychwstania - i po wszystkie wieki - jest On również i pierworodnym, i życie Jego począwszy od tego czasu znajduje się w wielu braciach. My bowiem, którzyśmy się urodzili z Ducha, staliśmy się "uczestnikami Boskiej natury" (2Ptr.1,4), jakkolwiek nie jako z samych siebie, proszę na to zwrócić baczną uwagę, ale (o czym zresztą za chwilę będzie mowa) - wyłącznie w zależności od Boga i dzięki temu, że jesteśmy "w Chrystusie". Myśmy wzięli "ducha synostwa, przez którego wołamy: Abba, Ojcze! Sam Duch poświadcza duchowi naszemu, żeśmy dziećmi Bożymi" (Rzym.8,15.16). Umożliwił to Sam Pan Jezus dzięki Swojemu wcieleniu i Krzyżowi. Dlatego też zadowolone było serce Boga - Ojca, gdyż dzięki posłuszeństwu Syna aż do śmierci, Ojcu przypadło w udziale wielu dalszych synów.
Dwudziesty pierwszy rozdział Ewangelii Jana jest w tym względzie bardzo znamienny. Na początku swojej Ewangelii Jan mówi nam, że Pan Jezus był "jednorodzonym od Ojca". Przy końcu swojej Ewangelii opowiada, jak po Swej śmierci i zmartwychwstaniu, Pan Jezus rzekł do Marii Magdaleny, "idź do braci Moich, i powiedz im: wstępuję do Ojca Mego i Ojca waszego, i do Boga Mego i Boga waszego" (Jn.20,17). Dotąd w tej Ewangelii często była wzmianka o Panu Jezusie mówiącym o "Ojcu" albo o "Moim Ojcu". Ale teraz zmartwychwstały Pan dodaje, "... i Ojca waszego". Tutaj mówi najstarszy - pierworodny Syn. Przez Jego śmierć i zmartwychwstanie do rodziny Bożej zostało wprowadzonych wielu braci i dlatego też określa ich w tym wierszu słowem: "idź do braci Moich". On "nie wstydzi się nazywać ich braćmi" (Żyd.2,11).
CO ADAM MIAŁ DO WYBORU?
Bóg zasadził wiele drzew w ogrodzie Eden, ale "w pośrodku sadu" - to jest na miejscu o szczególnym znaczeniu - umieścił dwa drzewa, drzewo żywota i drzewo wiadomości dobrego i złego. Adam zastał stworzony jako istota niewinna; nie posiadał on znajomości dobrego i złego. Wyobraźcie sobie dorosłego mężczyznę, na przykład trzydziestoletniego, nie umiejącego odróżni~ dobra od zła! Czy nie powiedzielibyście, że człowiek taki jest niedorozwinięty? I rzeczywiście tak było z Adamem. Przywiódłszy go do ogrodu, Bóg rzekł do niego niejako tak: "Oto ogród pełen drzew, pełen owoców i z owocu każdego drzewa wolno ci pożywać do woli. Ale w pośrodku ogrodu tego znajduje się jedno drzewo, zwane 'drzewem wiadomości dobrego i złego'; owocu tego drzewa pożywać ci nie wolno, gdyż tego dnia, którego pożywać będziesz z tego drzewa, z pewnością umrzesz. Pamiętaj jednakowoż, że drzewo, które znajduje się tuż obok, nosi nazwę drzewa żywota" Jakie więc znaczenie mają te dwa drzewa? Adam został stworzony pod względem moralnym niejako neutralny - ani grzeszny, ani święty, ale niewinny - i oto Bóg stawia przed nim dwa drzewa, dając mu wolny wybór. Mógł wybrać drzewo żywota, .albo też drzewo wiadomości dobrego i złego.
Choć wzbroniona Adamowi, wiadomość dobrego i złego sama w sobie nie jest rzeczą złą. Bez niej Adam jest jednakowoż nie jako ograniczony, tak że nie może samodzielnie podejmować decyzji jeśli chodzi o sprawy dotyczące moralności. Sąd o tym, co jest dobre, a ca złe spoczywa nie w jego, a w Bożych rękach, gdy więc zachodziła jakaś sprawa tego rodzaju, Adam mógł tylko jedno uczynić, zwrócić się do Boga - Jehowy. Tak więc życie jego w raju było najzupełniej uzależnione od Boga. Te dwa drzewa reprezentują zatem dwie bardzo głębokie zasady; reprezentują dwie płaszczyzny życia - Bożą i ludzką. "Drzewem żywota" jest Sam Bóg, gdyż Bóg jest życiem. On jest najwyższą formą życia, i jest On równocześnie źródłem i celem życia. A owoc? O czym on mówi? Mówi nam o Panu Jezusie Chrystusie. Nie możemy jeść drzewa, ale możemy pożywać owoce. Nikt nie jest w stanie przyjąć i posilić się Bogiem, jako Bogiem, ale możemy przyjąć Pana Jezusa. Owoc jest tą częścią drzewa, którą możemy jeść, którą możemy przyjąć jako pokarm. Tak więc - czy wolna mi to powiedzieć z głęboką czcią? - Pan Jezus jest w istocie Bogiem w takiej postaci, w której możemy Go przyjąć. Możemy przyjąć Boga w Chrystusie.
Gdyby Adam był zjadł owoc drzewa żywota, stałby się uczestnikiem Bożego życia i w ten sposób stałby się "synem" Bożym w sensie posiadania w sobie życia, które pochodziło od Boga. Wtedy Boże życie złączyłoby się z człowiekiem i powstałaby w ten sposób pokolenie ludzi posiadających w sobie żywot Boży i żyjących w ustawiczne zależności od Boga dla zachowania tego życia. Ponieważ jednak Adam zwrócił się w tym drugim kierunku i zjadł z owocu drzewa wiadomości dobrego i złego, rozwinął swój samodzielny charakter w sposób naturalny, ale w oddzieleniu od Boga. Osiągając kulminacyjny punkt rozwoju jako samodzielna istota, miał odtąd sam w sobie potencjał wydawania opinii, ale nie miał życia od Boga.
Taki więc miał przed sobą wybór. Gdyby był wybrał drogę Ducha, drogę posłuszeństwa, stałby się "synem" Bożym, żyjącym w uzależnieniu od Boga; ale obierając naturalną drogę życia, mógł osiągnąć jako samodzielna istota doskonały rozwój swego "ja", podejmując decyzje i działając w odosobnieniu od Boga. Wynikiem jego wyboru jest historia ludzkości.
WYBÓR ADAMA PRZYCZYNĄ KRZYŻA
Adam wybrał drzewo wiadomości dobrego i złego i w ten sposób stał się istotą niezależną. Uczyniwszy to, stał się (tak jak człowiek sądzi o sobie w dalszym ciągu) "całkowicie rozwiniętą" istotą. Mógł poszczycić się wiedzą; mógł podejmować decyzje; mógł iść naprzód lub zatrzymać się. Od tego czasu stał się "umiejętnym" (1mój.3,6). W konsekwencji tego jednak przypadło mu w udziale nie życie, lecz śmierć, ponieważ wybór, którego dokonał równocześnie związał go z szatanem i sprowadził nań sąd Boży. Dla tej przyczyny od tej chwili droga do drzewa żywota została mu zagrodzona.
Tak więc przed Adamem stały dwie płaszczyzny życia do dyspozycji: albo żywot Boży w zależności od Boga, albo też żywot ludzki z jego "niezależnymi" możliwościami. Wybór, którego dokonał Adam był grzechem, ponieważ dzięki niemu związał się z szatanem ku zniweczeniu odwiecznego planu Bożego. Uczynił tak wybierając ludzką doskonałość, aby się stać może nawet i wspaniałym człowiekiem - ale w oddzieleniu od Boga. Końcem jego stała się więc śmierć, ponieważ nie posiadał w sobie Bożego życia, koniecznego do zrealizowania Bożego celu w jego istnieniu. Wybrał natomiast to, by się stać "niezależnym" sługą wroga szatana. Tak więc w Adamie wszyscy staliśmy się grzesznikami, nad którymi panuje szatan, jednakowo jesteśmy poddani prawu grzechu i śmierci i jednakowo zasługujemy na gniew Boży.
Stąd więc, jak widzimy, zaszła konieczność, aby umarł i zmartwychwstał Pan Jezus. Rozumiemy również dlaczego potrzebne jest prawdziwe poświęcenie się - uważanie się za umarłych grzechowi, a żyjących Bogu w Chrystusie Jezusie, dlaczego winniśmy się Jemu ofiarować jako z umarłych żywi. Wszyscy musimy pójść na krzyż, ponieważ z natury znajduje się w nas życie koncentrujące się wokół naszego "ja", które poddane jest prawu grzechu. Adam wybrał to życie - egocentryczne, a odrzucił życie Boże; Bóg musiał więc zebrać i zniszczyć wszystko co było w Adamie. Nasz "stary człowiek" został ukrzyżowany. Bóg umieścił nas wszystkich w Chrystusie i ukrzyżował Go jako ostatniego Adama, a tak wszystko, co było z Adama, umarło.
A potem Chrystus zmartwychwstał w nowej postaci; miał w dalszym ciągu ciało, ale odtąd żyje już "w Duchu", a nie "w ciele". "Stał się... ostatni Adam duchem ożywiającym" (1Kor.15,45). Pan Jezus posiada obecnie zmartwychwstałe ciało, duchowe ciało, uwielbione ciało, a ponieważ już nie jest więcej w tym ciele, które miał przez tych kilka lat spędzonych na tej ziemi, może być przez wszystkich przyjęty. "Ten, kto pożywa Mię, żyć będzie przeze Mnie", powiedział Pan Jezus (Jn.6,57). Żydzi na myśl o pożywaniu Jego ciała i piciu Jego krwi wzdrygali się, choć oczywiście nie mogli Go pożywać wówczas, gdyż był jeszcze dosłownie w ciele. Teraz jednakowoż, ponieważ jest On w Duchu, każdy z nas może Go przyjmować i Nim się karmić. I właśnie dzięki przyjmowaniu Jego zmartwychwstałego życia, dzięki karmieniu się Nim - stajemy się dziećmi Bożymi. "Tym, którzy Go przyjęli, dał moc stać się dziećmi Bożymi... którzy... z Boga się narodzili" (Jn.1,12.13).
Nie jest więc celem Bożym, aby nasze życie zreformować. Nie zamierza On doprowadzić go do pewnego udoskonalenia, ponieważ znajduje się ono na zupełnie niewłaściwej płaszczyźnie. Na tej płaszczyźnie Bóg nie może obecnie przyprowadzić człowieka do chwały. Potrzebuje On nowego człowieka - urodzonego po raz drugi, urodzonego z Boga. Odrodzenie i usprawiedliwienie idą w parze.
KTO MA SYNA, MA ŻYWOT
Istnieją rozmaite płaszczyzny życia. Życie ludzkie leży pomiędzy życiem niższych gatunków zwierząt, a życiem Bożym. Nie jesteśmy w stanie przekroczyć przepaści oddzielającej nas od obu tych sfer, choć odległość naszego życia od życia Bożego jest znacznie większa od odległości dzielącej nas od życia zwierzęcego.
Pewnego razu odwiedziłem bardzo znanego pracownika na niwie chrześcijańskiej, który leżał w łóżku chory, a nazwijmy go dla celów tej opowieści panem Brownem (choć nie jest to rzeczywiste jego nazwisko). Był to człowiek nader uczony, doktor filozofii, bardzo szeroko znany ze swej moralnej postawy, i od długiego czasu zaangażowany w pracy kościelnej. Nie wierzył on wszakże w potrzebę odrodzenia, a głosił tylko ewangelię społeczną.
Gdy wszedłem do pokoju, w którym znajdował się pan Brown, podszedłem do jego łóżka, obok którego leżał jego pies i po chwili rozmowy na temat spraw Bożych i charakteru jego pracy, wskazałem na psa i zapytałem się, jak się nazywa. Powiedział mi, że nazywa się Fido. "Czy Fido to jest jego imię czy nazwiska?" zapytałem. "Ach, to jest tylko jego imię", odpowiedział. "Czy mogę go więc nazywać Fido Brown?" pytałem w dalszym ciągu. ..Ależ nie!" z naciskiem odparł mój rozmówca. "Przecież on żyje w gronie pana rodziny", usiłowałem obstawać przy swoim, "dlaczego więc nie nazywacie go Fido Brown'em?" A potem wskazując na jego dwie córki, zapytałem, "czyż pańskie córki nie nazywają się pannami Brown?" "Tak!" "Dobrze, więc dlaczego nie wolno mi nazywać pańskiego psa panem Brown'em?" Na to Dr Brown się roześmiał, a ja ciągnąłem dalej: "Czy pan widzi, do czego zmierzam? Pańskie córki urodziły się jako członkinie pańskiej rodziny i dlatego noszą pańskie nazwisko - pan im dał życie. Pański pies może być nawet bardzo inteligentnym psem, dobrze zachowującym się psem, ba - w ogóle niezwykłym wprost psem, ale tu nie chodzi o to, czy on jest dobrym lub złym psem - lecz o to, czy jest psem? Nie musi on nawet być zły; aby nie kwalifikować się na członka pańskiej rodziny; wystarczy, że jest psem. Ta sama zasada obowiązuje jeśli chodzi o pański stosunek do Boga. Tu nie chodzi o to, czy jesteś dobrym, czy też złym człowiekiem - to tak mniej więcej - ale po prostu, czy jesteś człowiekiem? Jeśli twoje życie jest na niższej płaszczyźnie aniżeli życie Boże, to nie możesz być członkiem Bożej rodziny. Przez całe życie celem pana było złych ludzi przemieniać na dobrych; ale ludzie jako tacy, nie mogą mieć żywotnego związku z Bogiem. Naszą jedyną nadzieją, jako ludzi, jest to, by przyjąć Syna Bożego, a gdy to uczynimy, Jego życie w nas sprawi, że staniemy się synami Bożymi." Doktor ujrzał prawdę i tegoż dnia stał się członkiem Bożej rodziny poprzez przyjęcie Syna Bożego do swojego serca.
My dziś posiadamy w Chrystusie o wiele więcej, niż Adam utracił. Adam był tylko rozwiniętym człowiekiem. On pozostał na tej płaszczyźnie i nigdy nie stał się uczestnikiem życia Bożego. My natomiast, przyjmując Syna Bożego, nie tylko otrzymujemy odpuszczenie grzechów; otrzymujemy również życie Boże, które w ogrodzie Eden przedstawione było przy pomocy drzewa żywota. Przez nowe urodzenie otrzymujemy coś, czego Adam nigdy nie posiadał i stajemy się uczestnikami tego, czego mu nie stało.
Z JEDNEGO SĄ WSZYSCY
Bóg pragnie mieć synów, którzy byliby współdziedzicami z Chrystusem w chwale. To jest Jego celem; ale w jaki sposób może On go osiągnąć? Otwórzmy List do Żydów 2,10 i 11: "Albowiem godziło się temu, dla którego jest wszystko, i przez którego jest wszystko, aby tego, który wielu synów do chwały przywiódł, wodza ich zbawienia doprowadził do końca przez cierpienia. Bo i Ten, który poświęca, i ci, którzy bywają poświęceni, z jednego są wszyscy; dla tej przyczyny nie wstydzi się nazywać ich braćmi."
Wspomniane są tutaj dwie strony, a mianowicie "wielu synów", a także "wódz ich zbawienia", albo innymi słowy, "Ten, który poświęca" i "ci, którzy bywają poświęcani". Ale o obu stronach jest powiedziane, iż "z jednego wszyscy są". Pan Jezus jako Człowiek otrzymał Swoje życie od Boga, a my, (w innym sensie wprawdzie, ale nie mniej prawdziwie) również otrzymujemy nasze nowe życie od Boga. On się począł "z Ducha Świętego" (Mat.1,20), my zaś narodziliśmy się "z Ducha", narodziliśmy się "z Boga" (Jn.3,5;1,13). Tak więc, powiada Bóg, jesteśmy wszyscy z jednego. Pierworodny Syn i wielu synów - pochodzą wszyscy (jakkolwiek nie w jednakowym sensie) z jednego źródła życia. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że posiadamy dzisiaj to samo życie, które posiada Bóg? To samo życie, które On ma tam w Niebie, zostało udzielone nam tutaj na ziemi. To jest właśnie ów bezcenny "dar łaski Bożej" (Rzym. 6,23). Dla tej przyczyny jest rzeczą możliwą, abyśmy prowadzili życie świętobliwe, ponieważ nie zaszła tu zmiana w naszym własnym życiu, ale zostało udzielone nam życie Boże.
Czy zwróciliście uwagę na to, że w tym rozważaniu ostatecznego celu, który jest wiecznym celem, cały problem grzechu zupełnie odpada? Już dlań nie ma więcej miejsca. Grzech wszedł na widownię z Adamem, ale nawet wtedy, gdy się z nim rozprawiono, tak jak należało, znaleźliśmy się zaledwie z powrotem tam, gdzie ongiś znajdował się Adam. Ale odkupienie, przywracając nam niejako przystęp do drzewa żywota - w wypełnieniu celu Bożego - dało nam o wiele więcej, aniżeli Adam kiedykolwiek posiadał. Uczyniło ono nas uczestnikami niczego mniej jak życia, które posiada Sam Bóg.